Najnowszy film reżysera Seana Durkina – „Gniazdo” opowiada o ambicjach i ich wpływie na relacje rodzinne i kryzysie samej rodziny. W rolach głównych występuje Jude Law (Rory) i Carrie Coon (Allison).

tablet photo

Fabuła filmu „Gniazdo”

Reżyser, o którym wszyscy słyszeli głównie z powodu zwycięstwa na festiwalu z filmem „Martha Marcy May Marlene”, nagle pojawia się w kinach z nowym pomysłem, w doskonałej obsadzie. To właśnie takie filmy są zawsze interesujące do oglądania, choćby dlatego, że w ogóle nie wiesz, czego się po nich spodziewać. W fabule widzimy codzienne życie rodziny, w której wszystko wydaję się stabilne i dobre. Jest dom i pieniądze, mama ma ulubioną pracę, ojciec gra z dziećmi w piłkę nożną, a żonę budzi ulubionym przebojem. Jednak głowa rodziny, Rory, nie może oprzeć się możliwości zarobienia większej ilości pieniędzy, wspiąć się po szczeblach kariery jeszcze wyżej. Zatem przeprowadzają się już czwarty raz, tym razem do Anglii, wynajmując dużą starą rezydencję, płacąc dwójce dzieci za drogie wykształcenie. Tak zaczyna się pasjonująca i zagadkowa opowieść o ambicjach, emocjach, ograniczeniach i rozczarowaniu.

 „Gniazdo” to film nieszablonowy

Mimo panującej atmosfery thrillera (a nawet horroru) nie należy oczekiwać od obrazu wyraźnego rozwiązania gatunkowego. Dzięki swoistemu zakończeniu film “Gniazdo” nabiera dodatkowego znaczenia. To dramat którego nie da się zaszufladkować. Nie da się podporządkować pod jedną linię gatunkową. Film pokazuje, jak kruche mogą być, teoretycznie poprawne relacje rodzinne, jeśli ta rodzina znajdzie się w opałach. Aby zbudować rodzinne gniazdo, potrzebujesz czegoś więcej niż ambitnego ojca i matki, która interesuje się swoim koniem bardziej niż czymkolwiek innym. O tym, że takie rzeczy zdarzają się nie po raz pierwszy, świadczą dialogi bohaterów i ostatnia scena oraz dzieci. W swoim filmie Derkin udowadnia, że to, co wydaję się dziś stabilne, jutro może rozpaść się na kawałki. Tytułowy bohater zmienia się z każdą sekundą filmu. Pokazuje nam swoje inne oblicze, aż do momentu, kiedy mimo chęci, nie jesteśmy w stanie sympatyzować z nim i jego rodziną, a jednocześnie dostrzegamy, że to otoczenie miało na niego tak destrukcyjny wpływ. Jednocześnie film jest bowiem satyrą, a bardziej oskarżeniem lat 80 tych. Ery w której obiecano wszystkim możliwość awansu społecznego i ta obietnica okazała się bez pokrycia. To także próba zmierzenia się reżysera ze „starą dobrą Anglią”. Ten kolonialny mit jest tutaj obalany, a sama Anglia ukazana jako kraj przeciwności, wykluczenia i szklanego sufitu dla tych gorzej urodzonych z gorszym nazwiskiem.

Give a Comment